Przygotowania do wyprawy Pamir Road 2019

Nawet nie wiem, kiedy minęło 10 miesięcy od momentu, kiedy pomyślałem o tej samotnej wyprawie motocyklowej. Zawsze ciągnęło mnie gdzieś dalej, gdzieś na dłużej, gdzieś w bardziej dzikie rejony. Obowiązki, jakie każdy z nas ma skutecznie uniemożliwiają dłuższe wyjazdy, tym bardziej samodzielne. Jedna z najgorszych części mojego charakteru, czyli upór wzięła górę i rozpoczęły się przygotowania.

Motocykl

Sprzętem do wyprawy stała się Yamaha XTZ750 z 1991 roku, która została solidnie przygotowana  (bynajmniej tak mi się wydawało). Teraz, pisząc ten artykuł pozostaje niecałe 6 tygodni do wyjazdu, a ja nie mam sprawnego silnika. Wszystko kiedyś się kończy, ale dobrze, że tutaj na miejscu, a nie 5000 km od domu. Zamieniłem się na silniki (jakkolwiek absurdalnie to brzmi) i powoli Pakman (wdzięczna nazwa mojej Yamahy) wraca do życia – ale o tym następnym razem, bo historia jest warta opowiedzenia. Czasu jest coraz mniej, rzeczy organizacyjnych nieproporcjonalnie przybywa, zegar tyka i nie chce zwolnić, dni się kurczą, obowiązki rosną.

Kondycja

Piwo, jakiś drink, paczka papierosów i ‘muzyka’ Boba Marleya to elementy, które towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Kondycyjnie nie czułem się na taką wyprawę kompletnie i trzeba było spojrzeć na siebie bardzo krytycznie. Tym razem jadę sam, daleko – trzeba się przygotować. O siłowni wiedziałem tyle, że są tam sztangi i hantle i… tak upłynęło 8 miesięcy odkąd jestem na niej 3 razy w tygodniu. Alkohol i inne używki odstawione całkowicie około 5 miesięcy temu – swoją drogą i tak było ich zbyt wiele w moim życiu. Do kompletu dwa miesiące temu miałem bliskie spotkanie z szutrami mazurskimi, z których wróciłem w gipsie do domu. Rehabilitacja nadal trwa, ale na moto już mogę wsiadać – będzie dobrze!

wyprawa motocyklowa

Praca

Wyjazd na około 6 tygodni i pozostawienie pracy nie wchodzi w grę. Nie miałbym już do czego zawodowo wracać. Kompletnie przeorganizowałem sposób pracy i obecnie mogę już w 100% pracować zdalnie. Proces zajął kilkanaście miesięcy, ale się udał. Od lipca pobudka o 4-tej rano, następnie do 16-tej tylko na telefonie, później znowu praca i spanie. Dlaczego? Dlatego, że w takim trybie jadę. 4h pracy z samego rana, 8h jazdy (ile przejadę, tyle przejadę) i kilka godzin pracy w zależności od potrzeb na koniec. Niedziela bez pracy i jazdy, tylko przegląd motocykla i lenistwo. Internet – na razie wybór padł na SkyRoam, aby mieć możliwie jak najbardziej stały dostęp. Wyjazd powinien być wakacjami, ale nie tym razem – dla mnie będzie innym trybem życia.

Trasa

Iran – to był jeden z moich głównych celów i od tego kraju wszystko się zaczęło. Czyli z Polski, przez Rosję, Kazakhstan, Pamir Road, Turkmenistan, Iran, Turcję i do Polski (w skrócie). Niestety Irańczycy około 2-ch miesięcy temu zaczęli egzekwować wprowadzone lata temu prawo – zakaz wjazdu do kraju motocyklom powyżej 250cc. Można to ominąć, ale wjazd tylko przez granicę z Armenią, spory koszt (około $500 za 7 dni pozwolenia na wjazd) ale… ciągle Iran możliwy.

wyprawa motocyklowa

Zmiana planów – jadę z Polski do Turcji, następnie Armenia, Iran, Pamir Road itd – odwrotnie niż chciałem. Super, tylko z Iranu trzeba jakoś wyjechać. Do Pakistanu (gdzie wymagany jest Carnet de Passage), Afganistanu (nie, dziękuję) lub Turkmenistanu (dlaczego nie?). Do Turkmenistanu trzeba zdobyć wizę, która nie jest możliwa do zdobycia, chyba, że lokalny Guide będzie z tobą podczas twojej obecności w tym kraju. Znalazłem agencję w Turkmenistanie, przysyłają ofertę na 5 dni z ustaloną trasą, zwiedzaniem miejsc i hotelami – koszt za 5 dni – $1500. Uh… Odpisuje, że może by tak w jeden dzień tylko ‘przelot’ zrobić (500 km) z granicy z Iranem do granicy z Uzbekistanem? Nie da rady, trzeba spać na miejscu, bo jedną granicę otwierają o 8-mej rano, drugą zamykają o 16-tej. Koszt – $500 za jedną noc… Dochodzi jeszcze koszt wizy, lokalna opłata, jedzenie w ustalonych miejscach itd. Iran, który miał być moim punktem nr 1 oddalił się dużo bardziej niż kilka tysięcy kilometrów.

Kolejny plan, który jest również obecnym – wracam do pierwszej opcji, jadę zgodnie ze wskazówkami zegara, przez Krym, na który również ciężko wjechać (wyjdzie w praniu), przez Kazakhstan, Pamir Road i z powrotem nad może kaspijskie, skąd promem z Kazakhstanu (Aktau) mam zamiar przedostać się do Azerbejdżanu (Baku). Promem, który nie ma rozkładu jazdy, nie ma określonego czasu podróży, który kosztuje $100 za metr pojazdu. Czasami jesteś w porcie dzień, czasami tydzień – brzmi dobrze – mi pasuje. Następnie do Gruzji i do Armenii, z Armenii jak się uda do Iranu na 7 dni i do domu.

Obecny plan zakłada 26 państw w kolejności:
Polska-> Słowacja-> Rumunia-> Mołdawia-> Ukraina-> Rosja-> Kazachstan-> Kirgistan-> Tadżykistan-> Uzbekistan-> Kazachstan-> Azerbejdżan-> Gruzja-> Armenia-> Iran-> Turcja-> Bułgaria-> Macedonia-> Albania-> Kosowo-> Serbia-> Czarnogóra-> Bośnia-> Chorwacja-> Austria-> Czechy-> Polska.
Dystans około 16000 km, czas około 6 tygodni – ile wyjdzie faktycznie przekonam się wkrótce. Jeśli nie uda się wjechać do Iranu to trudno, innym razem trzeba pojechać 250cc 🙂

Podsumowując – pozostało 6 tygodni do wyprawy, nie mam do końca sprawnej kostki, nie mam motocykla i można śmiało uznać, że wyprawa rozpoczęła się zanim… się rozpoczęła! Wyprawa, której celem był Iran (nadal trochę jest) zmieniła priorytety na Pamir Road oraz Bartang Valley. Wyjazd 1 sierpnia 2019.

Czy coś jeszcze się zmieni? Zapewne nie jedno, ale to już wyjdzie w trasie.
Keep calm and think positive!

keep calm

foto: adventuresoflilnicki.com