Przerabianie zbiornika paliwa – dla odważnych!

W jednym z poprzednich postów wspominałem, że zbiornik paliwa zasługuje na osobny artykuł. Nie sądziłem, że jego przerabianie zajmie tyle samo czasu, co praktycznie cały motocykl… Ale od początku.

Oryginalny zbiornik nie pasował do stylu, jaki chcieliśmy osiągnąć. Został sprzedany miesiące temu. Na jego miejsce wkroczył zbiornik od Yamahy SR 500, rocznik około 80-tego. Dokładna data narodzin nie jest znana. Jego stan był w miarę dobry, ale jak się później okazało… był dramatyczny. Z racji tego, że nie pasował do końca, został przecięty na pół i rozszerzony o 25mm u góry. I tutaj zaczyna się cała historia…

Przez pewien czas oprócz tymczasowego złapania go w dwóch miejscach nie było z nim nic robione. Tylko przymierzanie do ramy, elektryki itd. Gdzieś w międzyczasie dorobione zostało mocowanie. Po dość długich poszukiwaniach osoby, która podjęłaby się wstawienia paska blachy (prosto brzmi no nie?) znalazłem człowieka, który był w 100% przekonany, że to zrobi. Przyjechał z całym sprzętem do Qrnika (nazwa potoczna garażu), dospawane zostały paski wewnątrz, które miały pomóc przy spawaniu właściwej zewnętrznej blachy. Po dwóch nocach walki zbiornik był zaślepiony od góry i to była masakra nr 1. Powciągało go wszędzie tam, gdzie możliwe, góra kompletnie się zdeformowała tworząc coś na kształt rynny. Osoba, która się tym zajmowała stwierdziła, że to naprawi i zaślepi bak od dołu. Będzie Pan zadowolony…

W międzyczasie została z niego usunięta farba i okazało się, że po lewej stronie jest mocno powgniatany. Nauczka na przyszłość, aby zawsze wszystko szlifować czy piaskować do metalu, zanim cokolwiek się zrobi. Po podajże 3-ch tygodniach zwodzenia mnie, że bak będzie, fachowiec się poddał zaślepiając dół, nie dorabiając elementu z przodu w którym ma być licznik no i góra pozostała powgniatana. Miało to być zacynowane ale niestety znowu coś nie wyszło.

Pojeździliśmy po zakładach i warsztatach w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby to poprawić czy dokończyć. Odbijaliśmy się dosłownie wszędzie. Ostatnie miejsce gdzie budują customowe motocykle również się nie podjęło wyzwania. Zbiornik okazał się nie szczelny, grubość blachy zbyt cienka, aby cokolwiek z tym zrobić. Generalnie ileś godzin pracy i nerwów na śmietnik.

Kupiliśmy drugi zbiornik od GL500, Tomek podarował nam jeszcze jeden ale oba nie pasowały jak powinny. Kolejna porażka… Od SR500 drugiego kupować i jeszcze raz powtarzać procedurę – nie bardzo…

Kowal, który usłyszał, że coś jest niewykonalne stwierdził, że się tego podejmie. Bak od SR500 w stanie krytycznym wylądował u niego. Przy próbie wyciągnięcia zapadniętych elementów – klęska. Większość została wycięta i zrobiona na nowo. Następnie korek z boku został przesunięty na środek. Dorobiony do niego został element, aby był wpuszczony głębiej w zbiornik. Cynowanie na tym etapie niestety bez powodzenia. Po kwasach, preparatach i całej reszcie cyna nadal nie chciała się wiązać z blachą jak powinna. Lewa, powgniata strona została wyklepana. Dół zbiornika rozcięty i delikatnie obniżony tak, aby po przesunięciu korka na środek można było włożyć pistolet na stacji. Przód został zaślepiony oraz wmontowany w nim licznik. Przy końcowym spawaniu wyszły kolejne nieszczelności. Trzeba było wyciąć kolejny kawałek i wstawić nowy. I tak dalej… Cały czas coś nie tak, jak być powinno.

Finalnie po spawaniu preparaty Fedox, Fertan oraz Tapox 2K aby odrdzewić środek, oraz go zabezpieczyć w wewnątrz. Przed nimi postanowiliśmy go wyczyścić ścierniwem u Tomka w lakierni proszkowej. Co się okazało – wlazło wszędzie gdzie tylko mogło. 3 godziny płukania, mieszania i wyciągania magnesem opiłków. Później piaskowanie z zewnątrz i do malowania.

Mam nadzieje, że ten etap pójdzie bezproblemowo ale patrząc na to, co się stało do tej pory, to wszystkiego można się spodziewać 🙂

Aha, jeszcze po drodze udało się urwać wentyl, który służył do sprawdzenia szczelności… no i przycisk start/stop – okazało się, że jest zbyt dużej średnicy.

Teraz ‘tylko’ lakierowanie i zakładamy na moto.

Kilka rad dla tych, którzy biorą się cięcie zbiornika (mam nadzieje, że zaoszczędzą wam trochę czasu)

  • opukajcie, zbadajcie, zróbcie co chcecie, ale upewnijcie się, czy nie ma żadnych wgniotek pod lakierem.
  • raczej nie piaskujcie, użyjcie preparatu do ściągnięcia farby. Jak coś jest stare i pordzewiałe to szlifowanie może pogorszyć temat.
  • jeżeli dajecie zbiornik komuś do zrobienia, upewnijcie się (namacalnie!), że robili tego typu rzeczy wcześniej;
  • jeżeli jest opcja uniknięcia przeróbki baku i zakupu innego – zróbcie to. Zazwyczaj czas poświęcony na przeróbki baku będzie kilkakrotnie dłuższy niż zakup innego, co finalnie zostawi sporo groszy u was w kieszeni. Niech was fantazja przy tych przeróbkach nie ponosi – no chyba, że macie nieograniczony budżet oraz czas;
  • każdy zakładany czas zrobienia czegoś przy zbiorniku pomnóżcie minimum razy dwa;
  • te zakładki, które widzicie na zdjęciach przy przeciętym zbiorniku – tak się nie robi! Tutaj był pierwszy błąd w sztuce – unikajcie tego!