Norwegia motocyklem

Norwegia na motocyklu była na mojej liście od bardzo dawna. Niestety nigdy nie było do niej po drodze. Dodatkowo informacje o lokalnych cenach i zmiennej pogodzie nie ułatwiały podjęcia decyzji. W tym roku udało się ją odwiedzić i zobaczyć część tego niezwykłego miejsca.

Myślisz o podobnej wyprawie motocyklowej? Chcesz dowiedzieć się więcej z pierwszej ręki? Zapraszam do przeczytania relacji z 6 dni w Norwegi.

Prom do Szwecji

Decyzja o wyjeździe zapadła parę miesięcy wcześniej. Na mapie wraz z córką Zuzią zaznaczyliśmy kilka punktów, które chcemy zobaczyć. Nie planowaliśmy dokładnych miejsc biwakowych, czy ilości codziennej jazdy. Orientacyjnie wyznaczyliśmy odcinki i dystans ok. 3000km łącznie. Do Norwegii dostaliśmy się promem Stenaline z Gdyni do Szwecji. Stenaline ma promocje dla motocyklistów, która znacznie redukuje koszt podróży – wystarczy przełączyć się na odpowiednią zakładkę przy wyborze biletów. Własna kabina, moto na pokładzie z samochodami i wypływamy o 21.30. W Szwecji dokładnie Karlskronie byliśmy o 7-mej rano. Wyspani i wypoczęci. Szwecję przejechaliśmy na raz po zjechaniu z promu, aby pierwszą noc spędzić już w Norwegii w okolicach Oslo. Część autostradą, cześć normalną drogą. Dużo lepiej wybrać tą drugą – różnicy w czasie nie ma praktycznie żadnej, a podróż jest dużo mniej nużąca.

wyprawa motocyklem do norwegi

Drogi w Norwegii

Przejazd przez ten kraj to głównie jednopasmowe drogi o bardzo dobrej nawierzchni. Czasami zdarzy się jakaś nierówność, ale jest to naprawdę rzadkość. Dużo częściej, szczególnie w okolicach fiordów spotkać można zwężenia. Zazwyczaj zgrywają się z zakrętami, także warto odpuścić i przejechać na spokojnie. Są też drogi płatne – ekspresowe, które motocyklem przejeżdżamy za darmo, podobnie jak wszystkie tunele. Miły ukłon dla motocyklistów. Leżący / śpiący policjanci, na których natknąłem się w wielu miejscach po zjechaniu z główniejszych dróg są częstym zjawiskiem. Kompletnie ich nie widać i zdarzyło się nam oderwać od ziemi. Pamiętajcie, że Norwegowie jeżdżą przepisowo i tego samego oczekują od odwiedzających ten kraj. Czy można pozwolić sobie na ‘trochę’ więcej – (nie) można :). My widzieliśmy 1 – (słownie jeden) radiowóz.

Norwegia na motocyklu

Droga Troli

Obowiązkową pozycją do zobaczenia jest Droga Troli – Trollstigen nr 63. Ciągnąca się przez kilka kilometrów wspinaczka na szczyt serpentynami. Krótsza Trasfogarska, czy Transalpina, ale równie piękna. Jeśli ją porównać do dwóch dróg w Rumuni, to niestety wypada gorzej. Jest zbyt komercyjna i nowoczesna. Piękne miejsce, które potrafi się sprzedać i punkt dla każdego motocyklisty w Norwegi. Więcej o drodze Trolli może przeczytać tutaj.

droga troli motocyklem

Droga atlantycka

Droga atlantycka i most, który jeden zjazd ma prawie w pionie – nie ma! Jest to droga nr. 64 pomiędzy Kristiansund a Molde. Nadrobiliśmy około 200km, aby zobaczyć to cudo i niestety byłem zawiedziony. Widoki piękne (jak w całej Norwegii), jednak nie chwyciła mnie za serce. Podobne wrażenie mieli pozostali, spotkani po drodze motocykliści z całego świata.

droga atlantycka motocyklem

Tunel Laerdal

Przechaliśmy również przez Lærdal (Lærdalstunnelen) – drugi najdłuższy na świecie tunel drogowy. Jego długość to 24,5 kilometra, znajduje się między Aurland i Lærdal. Jadąc nim napotkacie atrakcyjnie oświetlone miejsca. Z tego co przeczytałem, to Norwedzy zrobili je celowo, aby oczy odpoczęły przez chwilę od panującej tam ciemności.

tunel loerdal motocyklem

W mapach Google po wpisaniu celu oddalonego w Norwegi od was o 500km jest duża szansa, że czas na pokonanie tej drogi to 8h – 9h – tak jest. Mnie czasami udało się nadrobić maksymalnie godzinę.

Moim zdaniem nie warto jeździć głównymi drogami. Boczne drogi są asfaltowe, ciągną się przez piękne miejsca i są przyjemniejsze do jazdy – ale kto co lubi. Przed wyjazdem przeczytałem, że norweski asfalt pożera opony. Jest dużo bardziej przyczepny, ale coś kosztem czegoś. Potwierdzam, faktycznie tak jest. Tylna opona, którą rok temu zmieniałem straciła sporo bieżnika. Przednią miałem dosłownie nową i ucierpiała dużo mniej. Jeśli masz obawy, czy przejedziesz Norwegię motocyklem na obecnych oponach – zmień je przed wyjazdem.

Noclegi w Norwegi

Jechaliśmy w pełni wyposażeni i nastawieni na biwakowanie na dziko oraz codzienne zmiany noclegów z własnym prowiantem. Z tym spaniem na dziko codziennie średnio nam wyszło oprócz jednego razu. Poza tym pola biwakowe różnej jakości, nigdy słabej – takich podobno w Norwegi nie ma. Na wszystkich, na jakich byliśmy był dostęp do kuchni, prysznica i porządnych toalet – czyli komplet.

biwakowanie w norwegi

Raz spaliśmy nieopodal drogi, na dziko na terenie Fiordu Sagnefjorden – jednego z największych w Norwegii. Przepiękne miejsce tylko… w dzień było 30 stopni, w nocy poniżej zera. Następnie poranek przejechaliśmy motocyklem przy 4-ch stopniach… Chwilę zeszło zanim doszliśmy do siebie. Wynagrodziła nam to droga ciągnąca się bardzo wysoko z krajobrazem znacząco różniącym się od poprzednich, widzianych miejsc. Coś przepięknego.

Norwegia motocyklem

Pogoda

Trafiliśmy na najcieplejsze lato w Norwegii od kilkudziesięciu lat. W dzień mieliśmy w okolicach 30 stopni, w nocy nawet poniżej zera. Bardzo żałowałem, że zostawiłem zimową podpinkę od kurtki w Polsce – byłaby idealna do spania. Raz przez 15 minut padało, czyli jak na Norwegię ewenement, który pewnie się szybko nie powtórzy. Przeciwdeszczówki to obowiązkowe wyposażenie.

Ceny w Norwegi (czerwiec 2018)

  • Prom Gdynia – Karlskrona – 600zł w jedną stronę z kabiną
  • Pola biwakowe – 120-180zł / noc w zależności od standardu
  • Paliwo – 8-11zł / litr
  • Parking przy Troltundze – 250zł / 24h – na mniej czasu nie można
  • Chleb – 12zł
  • Drogi oraz tunele – bezpłatne dla motocyklistów
  • Przeprawy promowe pomiędzy fiordami – 30-60zł
  • Litr oleju Motul na stacji – 120zł
  • Korona Norweska (NOK) – ok. 50 groszy

Podsumowanie

Norwegia motocyklem w tydzień to zdecydowanie za mało – chyba, że chcesz się tylko przejechać co nie bardzo ma sens. Bardzo lubię nawijąc kolejne setki kilometrów ale w tym kraju nie ma to sensu. Miejsc zapierających dech w piersiach jest bardzo dużo i warto przynajmniej kilka z nich odwiedzić. Do wielu dojście jest piesze przez wiele kilometrów. W motocyklowych ciuchach nie da rady. Piękne drogi i widoki, im dalej od miast, tym lepiej – zarówno w otoczeniu, jak i mentalności ludzi. Norwegia nie jest tanim krajem i ceny paliwa mogą wpływać depresyjnie, jednak każdy wydany NOK jest warty tego, co zobaczycie. Była to również pierwsza wyprawa z córką na motocyklu (jako plecak) z której jestem bardzo dumny, że przetrwała trudy podróży!

Szerokości!

TAG