Kazachstan – bez cienia wątpliwości

W Kazachstanie spędziłem 5 dni i przejechałem 2274 kilometry
trasa w kazachstanie
9-14 dzień podróży, 4 458 kilometrów od wyjazdu

Kazachstan po Rosji był dla mnie kolejnym tranzytem w drodze na Pamir Road. Granica to formalność i spędzam na niej może godzinę, nie wliczając czasu przed szlabanem. Oprócz Kanionu Szaryńskiego oraz największego miasta Almaty, nie miałem nic na liście do zobaczenia. Nastawiony byłem (pewnie za sprawą Borata) na kiepskiej jakości drogi, długie, nudne odcinki i wieś. Czy tak było?

Moim pierwszym przystankiem w Kazachstanie był Uralsk, który zaskoczył. Duże, ładne miasto gdzie nocleg spędziłem w komfortowym hotelu dla kierowców DAF-a. Na następy dzień w mieście starałem się wykupić ‘strachowkę’ (tutejsze ubezpieczenie OC), ale w sobotę graniczyło to z cudem. Znalazłem ją dopiero na wylocie z miasta, na następny dzień. Udało się natomiast kupić lokalną kartę sim, która zapewniła internet na cały pobyt w Kazachstanie.

Przed wyjazdem w internetach wyczytałem, że konieczna jest rejestracja w policji imigracyjnej. Granica daje jedną pieczątkę na karcie migracyjnej, oni powinni drugą. Znalazłem oddział i tam się udałem. Okazało się, że rejestracja nie jest wymagana do 5 dni pobytu, a tak właściwie to oni o to w ogóle średnio dbają. Znajomi byli dużo dłużej i nikt ich o to nie pytał na granicy. Z drugiej strony jak się nie spodobacie smutnemu celnikowi ,to może się do tego doczepić.

“A maszynu tarmosił? Zaprawki niet?”

kazachstan yamaha

Drugi przystanek to okolice Aktobe. W drodze do niego na odcinku pomiędzy stacjami dolałem 5L paliwa z zapasu, które i tak nie wystarczyły do kolejnej ‘zaprawki’. No to macham ręką na kolejne auta – nic. No to macham kanistrem – nic. Opcja 3 – macham kanistrem i drugą ręką pokazuje na zbiornik paliwa – działa! Zatrzymuje się jegomość, który komunikuje, że do stacji jest 10km. Zabiera kanister i mówi, że przywiezie paliwo. Przywiózł – paliwo i 7 osób z rodziny w małych rozmiarów osobowym samochodzie. Wszyscy musieli sobie zrobić zdjęcie z motocyklem! Chcę zapłacić za paliwo – odmawia, serdecznie pozdrawia i odjeżdżają.

Miejsce, w którym śpię to trochę hotel, trochę dom weselny – cholera wie co to było. Neony błyskają, poręcze się świecą, całość przygotowana pod jakąś większą imprezę. Impreza faktycznie była, ale mniejsza, urodzinowa, na którą jej gospodarz mnie zaprosił.

Biszmarmak

Baranina, która z tego co zrozumiałem jest daniem z tych lepszych, serwowana głównie na przyjęciach, bardziej okazałych obiadach lub dla gości. I na taką baraninkę się załapałem – z ziemniakami i makaronem – była pyszna! Gospodarz nie odstępował mnie na krok, a że jego poziom krwi w alkoholu drastycznie się obniżył, to zacięła mu się płyta.

“Eta biszmarmak, baranina. Misza ty u nas gość, ty budjet jeść biszmarmak. Biszmark horoszyj”

I tak na okrągło. Jak się skończył biszmarmak to ciach – taca z arbuzem.

“Misza u nas taki zwyczaj, że się trzeba najeść do pełna. Nikt nie może odejść głodny. Jedz arbuza”

Dopchałem się tym arbuzem tak, że zrozumiałem, dlaczego niektóre kobiety w 9-tym miesiącu mają problemy z chodzeniem.

W nocy dojeżdża jeszcze 3-ch motocyklistów z polski (są w drodze powrotnej). Od nich dowiaduje się o Bajkonurze, którego nie mam pojęcia, jak mogłem przegapić podczas planowania?!

Bajkonur

Przyznaje się bez bicia, że przed wyjazdem nawet nie przyszedł mi do głowy. Kosmodrom i kawał historii, który zwyczajnie nigdzie nie pojawił się podczas przygotowań – szkoda! Aby go zwiedzić, niezbędne jest pozwolenie z Rosyjskiego Nadzoru Kosmicznego czegoś. Czeka się na nie około 2-ch miesięcy. Innym sposobem jest pogadanie z lokalnymi ludźmi i wjechanie do muzeum ‘trochę bokiem’ taksówką. Tak też chciałem zrobić, ale niestety w dzień, w którym przyjechałem (poniedziałek) muzeum było zamknięte. Tak czy inaczej wycieczkę objazdową zaliczyłem, muzeum i wszystkie anteny z daleka widziałem, pod centrum rozwoju byłem i monument z Gagarinem odhaczyłem.

To miejsce ma coś w sobie – tym czymś jest kosmos. Nigdy w życiu nie miałem okazji być tak blisko koło czegoś kosmicznego i po tym, jak się dowiedziałem, że jest na mojej trasie ciągnęło mnie tu strasznie. Z ‘wierzchu’ nie robi aż takiego wrażenia, ale i tak da się poczuć trochę klimatu tego miejsca. Z człowiekiem, który mnie obwoził dookoła udało się zamienić kilka słów i wypytać o kilka tematów.

  • Na stronie możecie sprawdzić planowane stary rakiet – dobrze zaplanować sobie daty, żeby się na taki załapać;
  • Naukowiec wg. lokalnych zarobków zarabia dużo – około $1000 miesięcznie – poważnie? Człowiek, który wysyła coś w kosmos dostaje ‘tylko’ tyle?!
  • Całość Bajkonuru, mimo że jest na terenie Kazachstanu należy do Rosji – dokładnie to Rosja wynajmuje go od Kazachstanu;
  • Miasto Bajkonur jest ogrodzone i wstęp do niego jest zabroniony bez odpowiednich przepustek, większość aut w okolicy jeździ na rosyjskich rejestracjach
  • Można zapłacić za wycieczkę z Almatów i dostać się tutaj szybciej – kwoty są spore, zaczynają się od $1000;

Ludzie na trasie

Na jednym z postojów spotykam Erzana i jego bratanka. Kierowcy ciężarówek, którzy importują je z polski do Kirgistanu. Sympatyczny człowiek, z którym jak się później okazało moje losy ponownie się skrzyżowały. Pomaga mi przy małym serwisie Yamahy na parkingu i dalej w drogę.

Poznaje również dwóch motocyklistów z Norwegii jadących do Mongolii Kjella i Kurta. Odcinek trasy nam się pokrywa, tempo mamy takie same więc postanawiamy go pokonać wspólnie. Wspólnie też spędzamy nocleg w Kyzylordzie, gdzie historie i tematy związane z motocyklami ciągną się godzinami. Wygląd wikinga Kurta budzi zainteresowanie na każdym naszym postoju. Norweg staje się lokalną gwiazdą, z którą każdy musi sobie zrobić fotkę. Kjell natomiast ma nadprzyrodzone zdolności do znajdywania wolnostojących łóżek i korzysta z każdego napotkanego!

Rozstajemy się w Taraz, Norwegowie jadą dalej w kierunku Mongolii, ja natomiast zostaje na przedmieściach – ostatni mój przystanek przy granicy z Kazachstanem.

Po 11 dniach jazdy samemu dobrze było mieć towarzystwo, które tak samo jak mnie przywlokła tutaj ta sama pasja. Zauważyłem też u siebie, jak bardzo zwiększa się poczucie bezpieczeństwa i koncentracja na drodze. Jadąc samemu myślisz o dużo większej ilości rzeczy, z kimś (mimo tego, że łączności podczas jazdy nie mieliśmy) znalezienie jedzenia, czy noclegu staje się mniej istotne. Wspólnie łatwiej coś wymyślić. Wzrasta moje poczucie bezpieczeństwa.

Yamaha zaczyna spalać 10L na 100 kilometrów, usterka okazuje się błahostką. Wyrobiony o-ring w jednym z kraników zaczął przepuszczać paliwo. Naprawiłem… zakręcając go i nie używając do końca wyprawy.

Drogi w Kazachstanie

Idealna powierzchnia głównie jednopasmowych dróg, które ciągną się po horyzont. Stepy po dwóch stronach, które fascynują i lokalni ludzie, którzy przyjaźnie zagadują podczas każdego postoju. Jedzie się tutaj naprawdę dobrze. Byłem przekonany, że w Kazachstanie zanudzę się na śmierć, jednak bardzo się pomyliłem. O brak nudy zadbał wiatr, który wiał z dużą siłą przez prawie całą drogę, częste przystanki i ludzie.

OGRANICZNIE 60MIASTO
TEREN ZABUDOWANY
OGRANICZENIE 110TEREN
NIEZABUDOWANY

W większości drogowskazy są w dwóch językach, co trochę ułatwia nawigację – trochę, bo w zasadzie ja miałem cały czas prosto. W nawigacji zobaczycie np. za 380km skręć w lewo, albo rondo za 250km.

Kazachstańska droga jest jedną z niewielu, gdzie możecie stanąć przy słupku z liczbą 2000 symbolizującą jej długość (a to nie jej koniec!). Pojawiły się też wielbłądy, których się kompletnie nie spodziewałem – wielbłąd to dla mnie Egipt i tamte rejony – nie Kazachstan! Nie wylatują na drogę w przeciwieństwie do koni, którym czasami trudno się zdecydować, na którą stronę uciekać.

Oprócz bardzo silnego wiatru towarzyszyły mi również wysokie temperatury dochodzące do 45 stopni! Co zrobić przy takich upałach? Zapiąć się, zapiąć każdy wywietrznik w kurtce i spodniach motocyklowych. Wyczytałem o tym patencie jakiś czas temu i zweryfikowałem tutaj – działa! Tylko zebranie się w sobie i zrobienie czegoś tak odwrotnego wymaga chwili przemyślenia. Ciało to 36.6 stopni, na zewnątrz jest wiatr i 45 stopni – uczucie jest takie, jakby ktoś stał z suszarką do włosów nastawioną na gorące powietrze i dmuchał nią prosto w was. Po zapięciu wypocicie trochę ale, jest dużo bardziej komfortowo. Spokojnie, wyschniecie po 5 minutach na podczas postoju.

Na drodze przy temperaturze w okolicach 40 stopni zapnij się, każdy zamek i wywietrznik! 

Co więcej? Brak cienia! Znaleźć w Kazachstanie kawałek cienia na trasie graniczy z cudem. Nawet jak staniecie w miejscu, gdzie jest budynek, to cień i tak będzie z drugiej strony. Nie ma się gdzie schować, także trzeba się szybko zaaklimatyzować do lokalnych temperatur.

Wiejący wiatr był tak silny, że momentami nie ma szans na kamerę na kasku. Jadąc, miałem głowę przekręconą pod kątem, bo napór powietrza z boku był tak duży.

Stacje benzynowe

kazachstan motocyklemIm dalej na wschód, tym ich mniej, później ich liczba znowu rośnia Jest też odcinek około 250 kilometrów bez stacji. Płatności głównie gotówką (lokalną walutą jest Tenge) także warto się w nią zaopatrzyć. Podczas mojej podróży koszt litra paliwa wynosił 140KZT (około 1.40zł). Paliwo lać najlepsze dostępne i jeśli będziecie tego trzymać, to nie powinno być problemu z motocyklem. Nie słyszałem, aby ktoś w Kazachstanie miał problemy paliwowe.

Strachowka

Strachowka to nic innego jak lokalne OC. Jeśli spojrzycie na swoją zieloną kartę, to przekonacie się, że nie obejmuje Kazachstanu (ja przekonałem się w Kazachstanie). Należy ją wykupić lokalnie, w punktach na niektórych stacjach benzynowych lub w ubezpieczalniach (w miastach). Mogą o nią zapytać (mnie przy zatrzymaniu spytali) policjanci. Ponadto za niewielkie pieniądze w razie wypadku jesteście ubezpieczeni i bezpieczni. Wykupuje się ją na okres od 14 dni, ja zapłaciłem za nią  4644 tenge (niecałe 50zł).

kazachstan strachowka

Jak wspominam Kazachstan?

Mimo tego, że był tylko tranzytem to liczba ludzi, którą poznałem oraz godziny rozmów z lokalnymi osobami nigdy nie wzbudziły we mnie lęku czy obawy o to, że coś mi się stanie. Na luzie, spokojnie, z uśmiechem i pozytywnymi emocjami. Nie chciałbym ponownie robić tej trasy, ale bez cienia wątpliwości chciałbym wrócić do Bajkonuru, który nadal mnie przyciąga (mimo wielu tysięcy kilometrów odległości). No i ten kanion Szaryński, Almaty trochę nie dają mi spokoju, że je odpuściłem.

  • Papier toaletowy bierzcie ze sobą;
  • Toalety koło drogi typu narciarz w trybie dla odważnych;
  • Paliwo starajcie się tankować na lepszych stacjach;
  • Pamiętajcie o strachowce;
  • Nie wspominajcie o Boracie – mieszkańcy bardzo go nie lubią po tym, jak ośmieszył ich kraj;
  • Za 400KZT (niewiele ponad 4zł) koło drogi kupiłem kawę, jabłko, jajko na twardo, placek z mięsem, kotlet mielony;