Ukraina, Mołdawia, Naddniestrze i 5 motocykli

Tym razem było nas 5 motocykli – CBF600F (Aga), Pan European (Michu), GS 1100 (Rafał), Caponord (Jacek), Verys (Tomek). Trasa, jaką przejechaliśmy w czerwcu 2017 rozpoczęła się w Katowicach i miała długość około 3000 kilometrów. Najdalszym punktem, do jakiego dotarliśmy była Odessa na Ukrainie. Momentami gorąco, z małymi przygodami, ale wszyscy dotarliśmy cało do domu.
Jak jeździ się jeździ po Ukrainie? Co się działo i co to jest to Naddniestrze? Zapraszam na krótką relację z naszego wyjazdu.

Granica z Ukrainą

Pierwszym naszym celem oraz miejscem, gdzie spędzaliśmy noc było Lwów. Zanim do niego dotarliśmy, przekroczyliśmy przejście graniczne koło Korczowa. Kolejka samochodów, jednak motocyklami jedzie się zawsze do końca. Ukraińcy coś marudzili, ale oddaliśmy im butelkę Coli i całość pretensji ucichła. Spędziliśmy na niej wraz z kontrolą maksymalnie godzinę. Droga do Lwowa to przyzwoitej jakości asfalt, który zabrał nas wprost do pierwszego z naszych punktów.

Lwów

Miasto, które obeszliśmy ile mogliśmy. Od targowiska po centrum miasta oraz wiele innych, bocznych ulic. Gościnne i tanie w porównaniu do naszych zarobków. Mieszkanie wynajęte na jedną noc w centrum miasta kosztowało nas po 30zł od głowy. Było dosłownie w centrum. Motocykle bezpieczenie spędziły całą noc na ulicy, zaparkowane zaraz koło baru. Turystyka w tym miejscu kwitnie i ma się świetnie.
We Lwowie zakupiłem dwie pamiątkowe… rolki papieru toaletowego, który jak później się okazało, spowodował u mnie blady strach.

previous arrow
next arrow
Slider

Drogi na Ukrainie

Od Lwowa do Odessy oraz z Odessy do Rumunii to już loteria, w której praktycznie zawsze przegrywacie. Jakość drug jest fatalna, jeśli w ogóle istnieją. Dziury, szutry, kamienie. BMW GS czuł się tutaj świetnie, jednak moja Pan Europa oraz Honda CBF miały ciężko – ale przetrwały. Jeździ się wszędzie i po wszystkim. Jeśli przyjdzie wam do głowy ominąć drogę krajową to włączacie prawdziwy tryb adventure. Samochodów raczej tutaj nie uświadczycie, ale zobaczycie jak wygląda ukraina na wsiach i w bardzo małych miejscowościach. Tutaj też GS upada – tak świetnie się tutaj czuł!
Na Ukraińskich szutrach moja tylna opona w Hondzie skończyła się szybciej, niż ktokolwiek się tego spodziewał.

previous arrow
next arrow
Slider

Twierdza w Kamieńcu Podolskim

Na naszej drodze pojawił się kolejny punkt – tym razem zamczysko (twierdza) z prawdziwego zdarzenia. Trzeba poświęcić temu miejscu osobny punkt, bo jego zwiedzanie odbyło się dość indywidualny sposób. Z pijanym kompletnie przewodnikiem na jednym z naszych motocykli wjechaliśmy do lochów, którymi przejechaliśmy pod zamkiem! W zamku nie byliśmy, ale tryb w jakim zobaczyliśmy lochy był wystarczający – jeśli tam będziecie, to koniecznie skorzystajcie z tej okazji!

twierdza w Kamieńcu Podolskim

Odessa

Punkt zwrotny w naszej podróży motocyklowej. Miasto położone nad Morzem Czarnym (które wcale nie jest czarne). Miasto, w którym czuć rozmach poprzednich czasów wymieszany z odrestaurowanymi kamienicami i klimatycznym deptakiem. To tutaj znajdziecie słynne Schody Potiomkinowskie.

Zostały zbudowane ze względu na wysokie położenie Odessy względem portu, z którym miasto łączyły wcześniej jedynie drewniane schody. Oryginalne schody zaprojektował w 1825 roku włoski architekt Franciszek Boffo, przy pomocy Awrama Mielnikowa z Petersburga. W 1837 roku zapadła decyzja o powiększeniu schodów do gigantycznych rozmiarów według planów konstrukcyjnych brytyjskiego inżyniera Uptona. Prace przy rozbudowie trwały do 1841 roku.

Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Schody_Potiomkinowskie

Dobre jedzenie, sporo turystów, życie kompletnie inne niż to, które widzieliśmy po drodze do Odessy. Czysto, bardziej nowocześnie, taki Ukraiński Sopot – kurort, port z dawką historii.

previous arrow
next arrow
Slider

Naddniestrze

Nazwa mi kompletnie nie znana – co to jest Naddniestrze?! Jadąc trochę na skróty pomiędzy Ukrainą i Ukrainą (tak!) jest taki oto wytwór – Naddniestrzańska Republika Mołdawska. Niewielkie, nieuznawane państwo, które jednostronnie oderwało się od Mołdawii 2 września 1990, deklarując pozostanie w składzie Związku Radzieckiego. Do Odessy można dotrzeć omijając to nieuznawane państwo, ale nie chcieliśmy nadrabiać kilometrów.

Granica – punkt pierwszy. Kontrola, na której przypomniało mi się o papierze toaletowym z podobizną prezydenta Putina! Wierzcie lub nie ale nie pamiętam, kiedy w życiu się tak bałem. Czekałem, kiedy padnie hasło otworzenia kufrów i kontroli. Przecież wjeżdżam do ‘prawie’ Rosji! No i padło, ale zjechać na bok i marsz do budki. Do końca nie wiedzieliśmy po co, ale jak się okazało niezbędne opłacenie jest (chyba) czegoś na wzór wizy dla motocykla lub lokalnego podatku. Jego wysokość uzależniona jest od wartości rynkowej motocykla. I tak kolejno w dolarach płacimy, ktoś $10, ktoś $7 – generalnie niewielkie kwoty. Przyszła pora na BMW GS, który ma niespełna dwa lata. Cena około $70! Na bogato, biorąc pod uwagę, że przejechaliśmy może 100 kilometrów przez ten kraj.

Jak się okazało to nie koniec opłat. Chwilę po tym, jak zeszło moje ciśnienie związane z prezydentem Putinem i papierem toaletowym zatrzymała nas milicja. Niby na rondzie skręciliśmy nie z tego pasa, coś wymusiliśmy itd. Generalnie nic z tego co mówili nie miało sensu. Padło hasło, że zabierają nasze prawa jazdy, odsyłają do konsulatu i nie możemy dalej jechać. Finalnie po negocjacjach opłaciliśmy ‘mandat’ w wysokości około 100 Euro i mogliśmy jechać dalej.

W Naddniestrzu wraz z kontrolą i granicą spędziliśmy około 4-5 godzin. Klimat tam panujący i doświadczenia od samego początku nie zachęcają do pozostania w tym dziwnym miejscu.
Nauczka na przyszłość – uważajcie jakie suweniry kupujecie, bo można niebezpiecznie blisko spotkać się z łagrami. Szczególnie jeśli jedziecie przez większą liczbę krajów.

Mołdawia

Jedzenie – samo centrum Kiszyniowa – co za uczta! Nocleg – świetny – również w samym centrum – warunki 5/5. Ceny bardzo przystępne. W hotelu byliśmy jednymi z niewielu gości. Drogi są przyzwoite, ludzie mają podobne do naszych charaktery.
W Mołdawii odwiedziliśmy również winnicę Milesti Mici. Jej korytarze przechowują ponad 1,5 miliona butelek wina i mają około 200km długości. Szlachetny trunek zatankowaliśmy w plastikowe butelki po wodzie 🙂

Mołdawia
Mołdawia
Mołdawia
Mołdawia
previous arrow
next arrow
Slider

Rumunia, Wąwóz Bicaz

Wracaliśmy przez Rumunię, w której okazało się, że moja tylna opona skończyła się – kompletnie, do drutów. Szuter oraz ciężki motocykl nie idą razem w parze. Na drutach, powoli dojechaliśmy do znalezionego na mapie miejsca. Przez Facebooka znaleźliśmy Adinela, właściciela małego warsztatu, w którym oprócz naprawy motocykli buduje również customy. Wielbiciel Hayabusy, członek rumuńskiego klubu motocyklowego, człowiek orkiestra! To on okazał się naszym (najbardziej moim) wybawcom. Szybko, tanio i sprawnie miałem założoną używaną oponę na moto, na której bezpiecznie dojechałem do domu.
Przejechaliśmy również przez wąwóz Bicaz, przez który ciągnie się malowniczy odcinek drogi.

Wąwóz Bicaz

Czy warto jechać na Ukrainę?

Warto, ale dalej w głąb kraju. Tam dopiero zaczyna się inny świat. Odcinek do Lwowa i Lwów dadzą wam złudne wrażenie o tym kraju. Na mojej liście cały czas jest Czarnobyl, który mam nadzieje wkrótce odwiedzić. No i chyba tylko na Ukrainie można spać w (byłym?) burdelu, który został przez znaleziony na Booking.com 🙂
Przy okazji nie można pominąć Mołdawii i motocykla bardziej enduro, niż szosowego!

Co warto wiedzieć?

  • Nie kupujemy suvenirów z podobiznami przywódców lub innych narodowych jadąc dalej – nigdy nie wiesz, kogo możesz spotkać
  • Na łysej oponie z drutami można jechać jeszcze 100 kilometrów (przynajmniej na moim modelu)
  • W Odessie ‘nie jest’ wymagany zakup biletów komunikacji miejskiej
  • Wyjazd na ukrainę motocyklem innym, niż enduro kosztuje sporo trytytek i szarej taśmy
  • Na granicach skrupulatnie sprawdzane są wszystkie dokumenty pojazdów wraz z numerami na ramie
  • Jeśli jedziecie pożyczonym pojazdem, to wymagane jest przetłumaczone oświadczenie właściciela sporządzone notarialnie
TAG